Logowanie

Moda na czterech łapach - zaprojektuj ubranko dla psa!

Amorek - wrogowie i pogryzienia...

24 maj 2008

Amorek od zawsze miał wielu przyjaciół ale też wrogów.
Zazwyczaj jest do większości nastawiony przyjaźnie, ale jak kogoś nie lubi to koniec...
Jego główna zasada brzmi " albo się mijamy albo się gryziemy".
Od czego zależy to czy lubi psa - pojęcia nie mam, ale trafiają się psy które mój pies omija bez reakcji nawet jak na niego ujadaja jak szalone, a są psy na widok których mój pies dostaje szału...
Takich psów jest kilka...

NAJWIĘKSI WROGOWIE :

bokser Ares
- ludzie kupili psa i nie ułożyli bo nie mają dla niego czasu, pies jest agresywny , a oni nie są w stanie go opanować... mają zatrudnionego wyprawadzającego który jest dla psa bardzo agresywny, bije go i szarpie bo uważa że to najlepsza metoda na ułożenie, nieraz widziałam jak pies się na tego cżłowieka rzuca. mówiłam właścicielom ale oni uważają że wszystko jest wporządku... Człowiek bardzo cieszy się z tego że idzie z takim agresywnym psem i szczuje go na inne psy a na Amora szczególnie.
Dawniej bawiły się z Aresem, gdy wyprowadzał go inny pan, teraz chcą się rozszarpać...
Raz właścicielka Aresa nie utrzymała go i wypuściła smycz... Ares chwycił Amora , który wtedy był w kagańcu i na smyczy... Pogryzł go bardzo dotkliwie, naderwał mu ścięgna i przestawił ogon...
Włąsciciele Aresa zwrócili mi koszty leczenia , ale co z tego jak mój pies się tyle nacierpiał..
Ale Amor dalej na widok Aresa łapie za smycz i szarpie...

Wilczurowaty Brutus - kolejny nieułozony pies. Zabrany ze wsi chory na psi tyfus, ledwie odratowany. Jako młody pies zawsze bez smyczy, do czasu jak nie dorósł i nie zaczął dominować... rzuca się na większość psów, jego pani wtedy głaszcze go bo uważa że w ten sposób go uspokaja...Raz Amor i Brutus dopadły się na korytarzu w bloku ale szybko rozłączyliśmy je i nic nikomu się nie stało...

Wyżeł Bari - podobnie jak Brutus jako młody pies był posłuszny i zawsze spuszczany. Dawniej bawił się z Amorem, do czasu kiedy właściciel Barego wyjął swojemu psu z pyska zabawkę i rzucił mojemu. Wtedy poleciały obydwa, Bari rzucił się na Amora, wepchnął go do rzeki i tam rozłożył na plecy tak że Amor zaczął się topić. Musiałam go ratować. Potem omijaliśmy się ale i tak było jeszcze kilka sytuacji. Parę razy Bari napadł Amora , bo Bari zawsze lata puszczony , i pogryzł go, raz wyciągnął Amora pod płotem z działki za głowę w wyniku tego naderwał mu ucho , które ma naderwane do dziś. Raz przez przypadek spotkaliśmy się na zakręcie i Bari pogryzł Amorka. Raz facet z Barim wsiadł z nim do windy w której jechał mój tata z Amorem. A raz trafiło się że Amor przy otwieraniu drzwi zbiegł klatką schodową w dół i rzucił się na Barego.

OWczarek niemiecki - chodzi z kobietą , która nad nim zupełnie nie panuje. Pogryzł Amora. Stałyśmy z koleżanką na moście i obserwowałyśmy kaczki, a podeszła ta kobieta z tym psem żeby rzucić im chleb i poprostu położyła smycz na ziemi. Amor był w kagańcu. Ten pies go dorwał , zszarpał mu kaganieć i chwycił za pysk tak że rozdarł mu dolną wargę od górnej...
Kobieta nie powiedziała nawet przepraszam, tylko wyskoczyła z pretensjami, a potem jak gdyby nic poszła....a my zostałyśmy z psem z rozdartą wargą, potem poszłyśmy do szycia....

Niestety takich psów jest wiele...
Zazwyczaj ja ratuję mojego psa i dlatego on jeszcze żyje...

Ostatnio pojawiła się dziewczynka z pitbullką bez smyczy ani kagańca i regularnie podchodzi nam pod ogród parę razy i gryzą się przez ogrodzenie. Ale nie mam zamiaru czekać jak wyjdę z amorem na spacer a pittbulka go dorwie i rozszarpie tylko zgłoszę to do Straży Miejskiej...

AMOREK MÓGŁ ZGINĄĆ!

W życiu Amora a raczej moim była jeszcze jedna okropna sytuacja...
Byliśmy na wsi i szliśmy jak zwykle na smyczy, bo mój pies jest albo na smyczy albo w kagańcu.
I nagle wyskoczył wielki pies jakby mieszanka bernardyna z tosa inu...
I zaczął rzucać się na Amora, który nawet początkowo go nie zauważył...
Wzięłam Amorka na ręce i stanęłam z nim przedem przyparta do jakiegoś murku i tak stałam a pies szarpał mnie za plecy. Wkońcu zdarł ze mnie bluzę i próbował szarpnąć mnie do tyłu żebym się przewróciła i wypuściła amora...Nie pomagało nawet to że moja koleżanka rzucała w niego kamieniami, nie mogła się zbliżyć, bo miała na rękach maleńkiego chorego kotka którego znaleźliśmy na jezdni...Przeszło dużo ludzi, przejechało dużo aut i nikt nie pomógł...Wkońcu pies złapał mnie za rękę i szarpnął do tyłu tak że obrócił mnie w swoją stronę. Chciał mi ściągnąć z rąk mojego psa... choć nigdy bym zwierzęcia nie uderzyła zaczęłam go kopać po pysku i chyba gdzieś trafiłam bo zapiszczał i odszedł. Wbiegł do jakiegoś ogrodu obok gdzie była otwarta bramka. Koleżanka szybko ją zamknęła i zaczęłyśmy uciekać... pies wydostał sie pod płotem i biegł za nami. I nagle wyjechało na drogę dziecko na rowerku. mała dziewczynka. Pies podbiegł do niej i zaczął się przytulać a ona go objęła i głaskała. Za nią szła babcia... zapytałam czy to ich pies. Odpowiedziała że tak. Powiedziałam że rzucił się na mnie. I zapytałam dlaczego biega wolno... Babcia powiedziała że on im ucieka i do dlatego biega sam. Na moje " on mnie pogryzł" odpowiedziała " no widzisz" i poszła...
To jest prawdziwa odpwiedzialność...

A mogło nie być już Amora... i nawet mnie już mogło nie być...

Komentarze

  • jola 88 napisał(a):

    no niestety, niektórzy nie powinni mieć psów :/ są nieodpowiedzialni za siebie, a co dopiero za psa :/
    Dlatego musisz omijać te miejsca gdzie te psy sobie biegają bez opieki, by Amorek nie musiał być pogryziony kolejny raz. Nie tylko Amorek, bo i właścicielka ... .

    Pozdrowienia dla Amorka od Kiary :)
  • Misia i Wera napisał(a):

    Oj duza ma tych wrogów Amciak... szkoda że na ich liście znalazł się owczarek. tak to jest jak psy trafiaja do nie właściwych ludzi... pozdrowienai od Korki:)
  • Misia i Wera napisał(a):

    ale przejmujaca historia ,,Amorek mogł zginąć" a ludzie potrafią być okrutni......

Komentarz?

Załóż konto i/lub zaloguj się by skomentować ten wpis

Archiwum